niedziela, 26 marca 2017

Lekki i szybki obiad






Ryby mają to do siebie, że ich przyrządzanie zajmuje chwilkę, a w dodatku są przepyszne i zdrowe. Dlatego też są częstym gościem na naszych talerzach. Poniższy przepis – dorsz w chrupiącej panierce z otrębów – jest bardzo łatwy i szybki. Ja uwielbiam wszystkie ryby, natomiast polędwica z dorsza to jeden z ulubionych gatunków Boskiego Mariana – również ze względu na to, że nie ma prawie ości. Ta część dorsza jest dosyć kosztowna, ale warta swojej ceny (przy ograniczeniach budżetowych można wybrać też brzuszki z dorsza – są o połowę tańsze).
 
SKŁADNIKI
1 polędwica z dorsza
10 dag otrębów
2 łyżki musztardy
Sól, biały pieprz, sos sojowy
Olej do smażenia

Idealny do ryby sos koperkowy:  2 jogurty naturalne, przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku, pół pęczka drobno posiekanego koperku, pół wyciśniętej limonki, sól, pieprz.

Umyte i osuszone ryby doprawiamy przyprawami oraz musztardą. Odstawiamy je do lodówki na minimum pół godziny. Następnie obtaczamy z każdej strony w otrębach i smażymy na dobrze rozgrzanym oleju – z każdej strony około 4-5 minut, aż się zarumienią (ja podawałam rybę z ziemniakami, surówką z kapusty oraz sosem koperkowym).

Smacznego! :)

wtorek, 28 lutego 2017

Moda na jarmuż



 
Są pewne mody także w kulinariach. Od jakiegoś czasu wszędzie króluje jarmuż. Mój blog nie może być gorszy ;) Dzielę się więc przepisem na sałatkę z jarmużu i awokado. Doskonała i na śniadanie, i na kolację. A Boski Marian chętnie zabiera ją do pracy.

SKŁADNIKI
200g świeżego jarmużu
1 awokado
2 jajka
Garść pestek dyni
Garść suszonej żurawiny
Garść grzanek
Oliwa z oliwek
2 ząbki czosnku
Sos (1 łyżka musztardy, 1 łyżka miodu, 2 łyżki oliwy z oliwek, świeżo mielony pieprz)

Jajka gotujemy na twardo. Jarmuż wrzucamy do osolonej, wrzącej wody na 3 minuty, odcedzamy i obsmażamy go krótko na oliwie z oliwek z pokrojonym drobno czosnkiem. Następnie kroimy awokado i jajka. Pestki dyni chwilkę podsmażamy na suchej patelni, a żurawinę moczymy we wrzątku (potem odcedzamy). Następnie mieszamy wszystkie składniki i doprawiamy sosem.
  Smacznego! :)

niedziela, 26 lutego 2017

Ostatnie zimne dni



 

 

Z niecierpliwością czekam na koniec zimy. W piątek ostatni raz w tym sezonie gotowałam rozgrzewającą zupę dyniową, a jutro przyrządzę ostatnią kaczkę w miodzie. Z okazji końcówki podrygów zimy dzielę się z Wami dwoma przepisami idealnymi na tę porę roku: krem z kalafiora oraz kotlety ziemniaczane

Zupy krem uwielbiam, zazwyczaj są kompilacją tego, co mam w lodówce. Jednak tym razem zestawienie składników było tak dobre, że muszę wrzucić przepis na bloga (chociażby po to, żeby samej do niego wracać). Natomiast kotlety ziemniaczane są doskonałe do wszystkiego – zrobiłam ich tyle, że jedliśmy je przez 2 dni i jeszcze Boski Marian wziął część do pracy. Jednak nie nudzi się ta potrawa, bo można ją podawać na wiele sposobów. Ja najbardziej lubię w wersji na zdjęciu – z sosem pomidorowym i camembertem, ale świetnie smakują też w towarzystwie sosu pieczarkowego. To bardzo wydajne i sycące danie.

SKŁADNIKI na krem z kalafiora
Kalafior
1 (spora) pietruszka
1 cebula
2 ziemniaki
¾ szklanki śmietany
Przyprawy (sól, pieprz, majeranek, lubczyk, kminek)

Warzywa myjemy, obieramy i kroimy na mniejsze kawałki. Gotujemy do miękkości w lekko osolonej wodzie. Blenderujemy całość, doprawiamy wedle uznania i dodajemy śmietanę. Gotowe i pyszne!


SKŁADNIKI na kotlety ziemniaczane
1 kg ziemniaków (ja wybrałam odmianę Red Lady)
1 szklanka mąki pszennej
120 ml śmietany
1 łyżka masła
3 jajka
Przyprawy (sól, pieprz, oregano, lubczyk, gałka muszkatołowa)
Bułka tarta
Olej 

Ziemniaki obieramy, gotujemy w lekko osolonej wodzie i po wystygnięciu przeciskamy przez praskę. Dodajemy masło, śmietanę, mąkę, żółtka i przyprawy – blenderujemy całość na gładką masę (można dodać też podsmażoną, drobno pokrojoną cebulę). Białka ubijamy i dodajemy do ziemniaczanej masy, delikatnie mieszając. Formujemy kotleciki, obtaczamy w bułce tartej i smażymy z obu stron na rozgrzanym oleju. Podajemy na ciepło z ulubionymi dodatkami.

Smacznego!

niedziela, 29 stycznia 2017

Łuski i Ości – recenzja



 

Gotuję, bo lubię jeść. Równie przyjemne jest więc jedzenie tego, co przygotują dla mnie inni. Uwielbiam niedzielne obiady mojej mamy i okazjonalne próby kulinarne Boskiego Mariana (choć kuchnia wygląda potem jak po przejściu huraganu). Bardzo lubimy też testować restauracje i kawiarnie. Stąd w 2017 roku postanowiłam, że oprócz wrzucania moich przepisów będę się z Wami dzieliła recenzjami naszych ulubionych knajpek. Uprzedzam wątpliwości – nikt mi za to nie płaci i są to moje subiektywne wybory. Jest jednak parę smaków, do których ciągle wracamy z Boskim Marianem i którymi bardzo chciałabym się podzielić.
Dzisiaj polecam Wam moją ulubioną restaurację z sushi – Łuski i Ości – która znajduje się na Żoliborzu. Gwarantuję, że warto tu przyjechać nawet z drugiego końca miasta lub będąc jedynie przejazdem w stolicy.
 
Na pierwszym spotkaniu z Łuski i Ości byliśmy z moimi rodzicami i wypróbowaliśmy oczywiscie sushi. Obsługa była przemiła (za każdym razem) – jeśli to Wasze pierwsze sushi, kelner na pewno Wam pomoże. Sushi bajeczne. Jest robione w momencie złożenia zamówienia, nie „na zaś”. Mają dosyć sporo klientów (również lunchowych), więc składniki zawsze są świeże i pięknie podane.

W Łuski i Ości byliśmy też zimą, więc postanowiliśmy spróbować ciepłych dań z karty. Na początek zamówiliśmy seafood gulash, czyli pikantną zupę z owocami morza i warzywami. Była naprawdę pikantna! Zupa ogólnie smaczna, ale nasze wymagania co do owoców morza po wakacjach w Portugalii są dosyć wysokie, więc następnym razem nie wybralibyśmy akurat tej zupy. Natomiast moje danie główne to była istna poezja – japanese duck, czyli pieczona kaczka z warzywami w słodkim sosie. Porcja ogromna – myślę, że można ją nawet zamówić na dwoje (przy mniejszym apetycie). Jest delikatna, z chrupiącą skórką… Nie tylko dla sushi, ale i dla kaczki warto odwiedzić to miejsce. Boski Marian wybrał beef chiri (smażoną wołowinę z warzywami i chili). Była odpowiednio doprawiona, ale nie przesadnie. Nie była też za sucha. Choć danie oceniamy na bardzo smaczne, to moja kaczka zdecydowanie wygrała! 

Zimą wypróbowaliśmy też desery. Boski Marian zamówił lody z zielonej herbaty, które były bardzo orzeźwiające i smaczne. Ja wypróbowałam banana w tempurze – był cudowny, ale poprą mnie tylko osoby, które lubią naprawdę słodkie desery! Myślę jednak, że banan w tempurze jest idealnym wyborem na zimową chandrę.

Prócz tego w Łuski i Ości jest dosyć bogata karta win i możecie liczyć na obsługę, jeśli chodzi o pomoc w wyborze odpowiedniego trunku. Łuski i Ości mają również opcję pakowania sushi na wynos oraz zamówienia dostawy przez telefon. 
Miejsce nie należy do najtańszych na mapie Warszawy, ale biorąc pod uwagę jakość potraw, to ceny mają bardzo konkurencyjne (zwłaszcza sushi). Warto się od czasu do czasu porozpieszczać i ich odwiedzić.

Wystrój restauracji jest nowoczesny, ale dość przytulny. Klimat tworzy przede wszystkim zadbane akwarium wokół baru. Na największej ścianie znajdują się wskazówki co do kolejności jedzenia sushi – wygląda to niebanalnie. Można też obserwować proces powstawania sushi na telewizorze. 


Warto wcześniej zarezerwować stolik. Poniżej link restauracji:



Serdecznie polecam!

czwartek, 22 grudnia 2016

Soczysty schab na Święta



Nie samą wigilią człowiek żyje. Dzisiaj dzielę się z Wami przepisem na pyszny, soczysty schab z chrupiącą skórką.  Schab zyskał uznanie Boskiego Mariana, bo jest naprawdę perfekcyjny! Teraz tylko testuję i szukam do niego odpowiedniego sosu. 

Jest to mój ostatni wpis przed Bożym Narodzeniem, dlatego też życzę Wam spokojnych, rodzinnych i pysznych Świąt! Niech mięsa będą soczyste, a ciasta nie za słodkie.  

SKŁADNIKI

2 kg schabu
Przyprawy (sól, pieprz, majeranek)
Liście laurowe
Sos teriyaki
Oliwa z oliwek
Rękaw do pieczenia, folia spożywcza

Dzień przed pieczeniem czyścimy schab i nacieramy go przyprawami i sosem teriyaki. Zawijamy w folię spożywczą i przechowujemy w lodówce (najlepiej całą dobę). Następnego dnia odwijamy mięso z foli, wkładamy do rękawa do pieczenia wraz ze sporą ilością oliwy z oliwek oraz liści laurowych. Pieczemy najpierw pół godziny w piekarniku nagrzanym do 220 stopni oraz kolejne pół godziny w temperaturze 170 stopni. Na ostatnie 10 minut przecinamy folię i delikatnie ją rozchylamy (aby górna część schabu trochę się przypiekła i była chrupiąca). Jeśli wolicie bardziej zapieczone mięso, można przedłużyć czas pieczenia około 20 minut (uważajcie jednak, żeby mięso nie zrobiło się suche). Można podawać samodzielnie lub w towarzystwie ulubionych sosów (na górnym zdjęciu w towarzystwie kremu z czerwonej cebuli duszonej w wytrawnym winie z suszonymi śliwkami). 

Smacznego! :)


PS Boski Marian zapowiedział, że w Święta to on go pokroi ;)